Królowa pokonana

Królowa pokonana

5 sierpnia postanowiliśmy ruszyć zmierzyć się z Królową Beskidów vel Diablakiem vel Babią Górą. Jak nam poszło? O tym niżej. Choć nie, bo w sumie to zdradziłem się tytułem. Jednak mimo to zapraszam.

W ubiegłym roku w czerwcu pojechaliśmy do Zawoi i liczyliśmy na szybkie wejście na szczyt. Wybraliśmy czerwony szlak od Krowiarek i tutaj wtopa. Zbagatelizowaliśmy sobie trasę, przeceniliśmy kondycję, a i czasu było mało. Wówczas skończyliśmy na Gówniaku.

Minął ponad rok i na pytanie gdzie jedziemy w góry? Odpowiedziałem „Baba”. Ania już wchodziła na ten szczyt, więc nie miała takiego parcia, ale ja już tak. Dodatkowo naoglądałem się fotografii z tego miejsca i nie mogłem już się doczekać. W sobotę 5 sierpnia ruszyliśmy z Tychów około 5 rano. Na miejsce dojechaliśmy po około 2,5 godziny. Tym razem postanowiliśmy iść innym szlakiem. Najpierw do schroniska na Markowych Szczawinach, a potem żółtym szlakiem (via Perć Akademików) na szczyt. Od początku szliśmy fajnym równym tempem, nie zatrzymywaliśmy się na przerwy i po 75 minutach doszliśmy do schronu. Pierwszy raz udało nam się wyprzedzić podane czasy. Jest dobrze. Czas na śniadanie, bo w domu zjedliśmy tylko trochę (i to chyba też miało znaczenie). Czas ruszać, jeszcze tylko przepuszczamy biegaczy (zawody) i ruszamy na żółty szlak. Muszę przyznać, że wysokości są całkiem spore, jednak sam szlak przyjemny. Doszliśmy do etapu z łańcuchami, ale nie zrobił nam problemów i cytując Koniec Świata „jeszcze wyżej, wyżej w górę!”. Najtrudniejszy był finisz. Też tak macie, że jak widać szczyt to łapie zmęczenie? A może spada adrenalina? Nie ważne, w końcu JEST. Szczyt Babiej jest nasz. Odpoczynek i dłuższa sesja foto. Kilkadziesiąt minut i ruszamy powoli w drogę, bo słońce tego dnia wyjątkowo pali (co odczuwałem przez następne kilka dni). Teraz obraliśmy kierunek czerwony szlak i Przełęcz Brona, skąd skręciliśmy do schroniska. Tym razem już nie zatrzymywaliśmy się i ruszyliśmy dalej w stronę parkingu. Teraz odbiliśmy nieco i poszliśmy czarnym szlakiem. Do samochodu dotarliśmy dość zmęczeni, ale zadowoleni. Muszę przyznać, że generalnie jesteśmy zadowoleni z tego wyjścia. Czas mieliśmy dobry- łącznie 6 godzin i 16,58 km oraz super widoki. Rzecz jasna mogą być lepsze, na przykład o wschodzie słońca. No właśnie DO POPRAWY.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide