Chatka studencka po raz pierwszy i drugi

W listopadzie 2015 roku wspólnie z Anią postanowiliśmy wybrać się na krótki wypad w góry. Skoro szybki to najlepiej w Beskidy. Po dłuższym zastanowieniu padła idea- chatka studencka. Czemu nie, idziemy!

 

img_0158

 

Do tej pory nigdy nie byliśmy w takim miejscu, więc ciekawość zaciagnęła nas do Lachowic.

Nasz wybór padł na Chatkę na Adamach, która znajduje się w tej właśnie miejscowości. W deszczu i w błocie ruszyliśmy do Chatki. Po około 1,5 godziny doszliśmy do celu. Czym jest owa chatka?. Jest to miejsce w klimacie schroniska. Przy czym jak dla mnie ma dużo fajniejszy klimat. Tak się złożyło, że trafiliśmy na grupę harcerzy, którzy przez cały wieczór śpiewali i grali na dwie gitary całkiem szeroki repertuar. Wtedy to poznałem: „Archanioły śląskiej ziemi” czy „Zostanie tyle gór”. Dodatkowo bardzo miła ekipa chatki z Sandrą na czele (chatkowa) stworzyła atmosferę jakbyśmy się znali od lat. Co prawda jest to moja pierwsza chatka, ale porównując ze schroniskami to muszę przyznać, że jest to zupełnie inna bajka.

Nie chciałbym żebyście myśleli, że nie lubię czy atakuję tutaj schroniska. Ja naprawdę je lubię (zwłaszcza na Hali Kondratowej, Dolinie Roztoki, w Dolinie Pięciu Stawów i karkonoską Samotnię). Jednak tutaj było inaczej, tak po prostu swojsko. Następnego dnia nie kontynuowaliśmy wycieczki po okolicy, ale obiecaliśmy sobie, że jeszcze nie raz tam wrócimy.

 

Trochę to trwało, bo blisko rok, ale się udało. W październiku ponownie zameldowaliśmy się w Chatce na Adamach. Jednak zanim to nastąpiło, słów kilka o szlaku.

Tym razem dojechaliśmy do Koszarawy i wyruszyliśmy ze skraju lasu, aby możliwie zminimalizować sobie spacer po asfalcie. Szlak byłby bardzo przyjemny, gdyby nie to że tym razem choć deszczu nie było to mieliśmy sporo topniejącego śniegu, który spowodował liczne bagna. Trasa zajęła nam około godzinę. Szlak jest bardzo dobrze oznaczony charakterystycznymi domkami, przepraszam chatkami. :)

Na miejscu ponownie w progu powitały nas koty, a zaraz po nich „chatkowy” z propozycją herbaty i hasłem, że „Na papiery przyjdzie czas”. Zajęliśmy miejsce na piętrze, w tej samej sali co rok wcześniej i zeszliśmy na obiecaną herbatę. W głównej sali ponownie gitara była w ruchu. Tym razem w rękach Radka, który program zmieniał bardzo szybko w zależności od woli publiki. Tak więc do poznanego przeze mnie repertuaru dołączyły „Nasza chata” oraz coś o bacowaniu. :) Jak już trochę złapaliśmy oddech to poszedłem załatwić formalności „meldunkowe”. Wieczór minął bardzo miło przy dźwiękach gitary i grach planszowych. Swoją drogą to muszę przyznać, że nie pamiętam kiedy ostatni raz grałem w „memory”.

Nocka zleciała nam szybko i rano postanowiliśmy nie śpieszyć się z pobudką i śniadaniem. Wstaliśmy około 9:00. W Chatce jest bardzo prosta zasada, jako że jest to miejsce nie działające non stop jak schronisko i nie ma tutaj pracowników, to na koniec pobytu każdy turysta pomaga w sprzątaniu. Mnie i Ani przypadła jadalnia. Odkurzyliśmy, umyliśmy podłogę i zablokowaliśmy drzwi wedle zasady „ŚWIEŻO UMYTE”. Około 12:00 wyszliśmy z chatki w kierunku Jałowca. Szczyt zaliczany już do Beskidu Makowskiego. Tak się składało, że samochód mieliśmy po drodze, więc część gratów zostawiliśmy w nim i ruszyliśmy bez plecaków. Muszę przyznać, że to dość dziwne uczucie. Jakoś przywykłem już do tych dodatkowych kilogramów.
Trasa była całkiem przyjemna, choć muszę przyznać, że jak na październik to było całkiem sporo śniegu. Im byliśmy wyżej tym białej wykładziny było więcej. Po ponad godzinie doszliśmy na Jałowiec (1111 m n.p.m.). Po kilku minutach odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną. Do samochodu doszliśmy w około 40 minut. Szybko przebraliśmy się w suche ciuchy, ponieważ roztopy z poprzedniego dnia dały nam trochę we znaki. Jeszcze łyk herbaty i wracamy do domu.

 

Dlaczego wspominam dopiero teraz ten wypad? Sam nie wiem, dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej. W każdym razie w minionym tygodniu byłem na koncercie zespołu Cisza jak ta i w repertuarze mili piękny utwór „Drugi beskidzki dom”. Muszę przyznać, że choć w Lachowicach byłem dopiero dwa razy to ze wszystkim beskidzkich wypadów najlepiej wspominam te, których szlak wiódł przy Chatce na Adamach. Na pewno tam wrócimy. Mam nadzieję, że tym razem szybciej niż za rok. :)

P.S. Teraz już znacie ten tajemny znak :)

img_7274

 

Pozdrawiam

Kuba

Możliwość komentowania jest wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide