Fotograficzno- wędkarskie podsumowanie 2015 r.

Fotograficzno- wędkarskie podsumowanie 2015 r.

Zacznę banalnie- jak ten czas szybko leci. Nie dość, że 2015 r. już za nami to od kilku dni jest kwiecień, a ja dopiero teraz siadłem do podsumowania sezonu 2015. A jest co opisywać, więc do dzieła.

Wschód w Tatrach

Wschód w Tatrach

 

Styczeń

Styczeń to chyba jedyny miesiąc, który przesiedziałem w domu. Sporo czasu zajęły mi przygotowania do wystawy fotograficznej pt. „Spektakl natury”, która odbyła się w katowickim Pubie Eureka. Bardzo fajna atmosfera, ponad 20 osób na wernisażu oraz wyrazy sympatii i gratulacje, który spływały do mnie przez następny miesiąc. Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję za odwiedzenie mojej wystawy i pomoc w jej organizacji.

O wystawie słów kilka: Wystawa fotograficzna: spektakl natury  oraz Kurtyna w dół, czyli koniec „Spektaklu natury” w Eurece

Luty

Właściwie to tutaj powinienem wspomnieć o wystawie, ponieważ wernisaż odbył się 6 lutego, tak więc jeszcze raz dzięki. :)

Następnego dnia po wernisażu razem z Judytą i Michałem pojechaliśmy do Poznania na targi Rybomania. I ja i Michał mieliśmy swoje punkty na mapie targów do odwiedzenia, ja przede wszystkim chciałem zapoznać się z ofertą krótkich wędzisk i spotkać się z redakcją Karp Maxa. Tutaj bowiem gościł bohater mojego filmu, czyli Steve Briggs. Po kilku minutach rozmowy ruszyłem dalej, no cóż czasu mało, a targi ogromne. Podczas tej imprezy premierę miała druga część filmu- Steve Briggs Made in Poland. Po kilku godzinach zwiedzania wystawy wróciłem jeszcze na chwilę na stoiska Karp Maxa, gdzie odebrałem moją pierwszą legitymację prasową.

 

Marzec

Zaczynają się zmiany w moim życiu i to jakie!!! :) W marcu zaczynam spotykać się z Anią. Marzec to pierwszy koncert KATa, na którym byliśmy oraz pierwsze plany dotyczące ewentualnych wyjść w góry. Jeszcze wtedy „ewentualnych”, ale miesiąc później już realnych. :)

 

Kwiecień

10 kwietnia wspólnie z Anią wybieramy się na wycieczkę w Beskid Mały, a konkretnie to wchodzimy na Hrobaczą Łąkę. Dla takiego cepra jak ja to wyczyn na miarę co najmniej Rysów. Nigdy wcześniej nie chodziłem po górach, po prostu nie moja bajka. Choć muszę przyznać, że od tego dnia coś drgnęło i jeszcze kilka razy w tym roku pojawię się w górach.

Kamieniołom w Kozach

Kamieniołom w Kozach

Maj

Piąty miesiąc roku był całkiem intensywny. Zaczęło się od karpiowej majówki  w Rogoźniku. Rokrocznie nie wiem gdzie spędzę majówkę. Od wielu lat zarzekam się, że nie będzie to rodzimy Rogoźnik, a i tak najczęściej tam ląduję. Tym razem było podobnie, ale z jedną różnicą- złapałem pięknego pełnołuskiego karpia. Miał 9 kg. Nie jest to dużo, ale w Rogoźniku każda ryba powyżej 5 kg jest na wagę złota. Dlatego moja radość był ogromna. Kilka dni później miałem okazję zawodowo jechać do Chorwacji, co wykorzystałem na mały weekend nad Adriatykiem. Chorwacja to piękny kraj. Byłem tutaj wiele razy i zawsze z chęcią wracam. W sumie to szybko tu wróciłem… ale o tym będzie niżej…. Ostatnią imprezą miesiąca była zasiadka na Pogorii. Kilka dni nęcenia, 4 dni nad wodą i niestety wróciliśmy o kiju. Jednak bogatsi o nowe doświadczenia, zwłaszcza o wędkowanie na dużych dystansach (prawie 400 m).

SONY DSC

Czerwiec

Pierwszy raz w życiu długi weekend wynikający ze święta Bożego Ciała nie spędziłem na rybach, a w górach. Ania zaproponowała wyjście na Pilsko, plan jest tak więc „Pilsko na dwa dni czas zacząć” Od Żabnicy przez Halę Boraczą, Rysiankę, Miziową po Korbielów. No cóż pierwszego dnia było super, ale drugiego nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Łącznie ponad 24 km pieszej wędrówki, nocleg na podłodze w Schronisku na Hali Miziowej i pobudka o 3:00 żeby zdążyć powitać nowy dzień na szczycie. Udało się i wiecie co? BYŁO WARTO. Widoki, jakich do tej pory nigdy nie doświadczyłem. Piękne poranne słońce wychodzące zza gór.

Czerwiec to również dwie zasiadki karpiowe. Pierwsza bardzo udana na łowisku Gajdowe w Centawie, gdzie zanotowałem 14 brań z czego 12 ryb wylądowało na macie. Kilka dni później następna zasiadka i na moim koncie kilka przechytrzonych czeskich „kaprów”.

 

Widok z Pilska

Widok z Pilska

Lipiec

W lipcu zacząłem pracę w firmie Duxon, co skutkowało mniejszą ilością wolnego czasu. Jednak udało się wygospodarować go trochę na góry, konkretnie Tatry, precyzując Wysokie. Piątek po pracy ruszamy w stronę Palenicy Białczańskiej, gdzie zostawiamy samochód i ruszamy pod górę. Ten dzień szybko kończymy w Schronisku w Dolinie Roztoki (polecam), aby od rana ruszyć dalej do Morskiego Oka, a następnie przez Szpiglasowy Wierch do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Kolejny nocleg i w niedzielę wracamy do samochodu. Wspaniała wycieczka, piękne widoki i złamane pierwsze 2000 m n.p.m.

Szpiglasowy Wierch

Szpiglasowy Wierch

Sierpień

W tym miesiącu bez gór, ale za to z dwoma wypadami wędkarskimi. Starorzeka i Uroczysko Karpiowe. Obydwa łowiska pierwszy raz i obydwa w takim ukropie, że o rybach mogłem pomarzyć. Na szczęście udało się wyłuskać kilka z nich. Zasiadkę w Olzie zakończyłem z wynikiem 1:1, zaś moje Czechowickie zmagania również na remisie tyle, że 2:2. Obydwa łowiska zrobiły na mnie duże wrażenie i na pewno wrócę na nie w zbliżającym się sezonie.

Wrzesień

Zwariowany miesiąc. Trzeba przyznać, że dużo się działo. Zacznijmy od ryb. Bardzo krótka i przerywana wyjazdami do pracy zasiadka w Rogoźniku, podczas której złowiłem mojego największego amura w tym łowisku- 10,5 kg. Wypad trwał od 11 do 13 września. Tuż po zakończeniu zasiadki, zacząłem pakowanie swoich rzeczy i przeprowadziłem się do Tychów. Zaczął się nowy etap w moim życiu. Dwa tygodnie później wspólnie z Anią ponownie ruszamy w Tatry, jednak tym razem z innym planem na weekend. Całą sobotę spędziliśmy w termach w Białce Tatrzańskiej, zaś w niedzielę wybraliśmy się do Doliny Chochołowskiej. Najpierw kilka kilometrów na wypożyczonych rowerach, później pieszo. Muszę przyznać, że co swój sprzęt to swój. O ile „mój” rower nadawał się jeszcze do jazdy, o tyle Ania miała prawdziwą przeprawę. (Mała rada na przyszłość- dobrze sprawdźcie rowery w chwili wypożyczania, zwłaszcza opony). Jednak trudy zrekompensowały nam widoki z Doliny oraz obiad w schronisku. :)

Mnichy Chochołowskie

Mnichy Chochołowskie

 

Październik

Miesiąc spod znaku Bieszczad. Ostatnie tygodnie przed wyjazdem wprost nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie pojedziemy na Podkarpacie. Ostatecznie termin ustalony, ekipa dograna i ruszamy w czwartek 15 października wieczorem. Kilka godzin i po północy docieramy do domku w Chmielu. Plan na wyjazd jest ustalony. W piątek wspólnie z Anią ruszamy na podbój królowej Bieszczad- Tarnicy. Tak też zrobiliśmy. W związku z późnym przyjazdem, późne było śniadanie i wyjazd w góry też. Jednak udało nam się dotrzeć na szczyt i spokojnie wrócić do samochodu, choć już po zmroku. Wyjazd rewelacja, Bieszczady nie są piękne- są cudowne. Więcej o wyjeździe przeczytacie w tekście pt. Czas Biesom i Czadom się skłonić. 

3

Listopad

Listopad miał dla mnie dwa oblicza, obydwa związane z wędkarstwem. Najpierw wspólnie z Wojtkiem pojechaliśmy do Chorwacji nad łowisko Tribalj, gdzie firma Duxon zorganizowała koleżeńskie zawody. Podczas imprezy byłem zarówno jednym z organizatorów jak i zawodnikiem. Woda zrobiła na mnie duże wrażenie, ale jeszcze większe wywarły otaczające nas góry. Choć nie mieliśmy oszałamiających wyników, to żaden z nas nie wrócił o kiju. Kolejna impreza, o której wspomniałem to targi Rybomania w Lublinie. Było to dla mnie duże wyzwanie, bo to moje pierwsze poważne targi. Dużo pracy, dużo zamieszania, ale wszystko wyszło fajnie i bogatszy o nowe doświadczenia wróciłem ze stolicy Lubelszczyzny. W końcu za 3 miesiące czekała mnie główna impreza targowa roku- Poznań (ale o tym innym razem).

Grudzień

Koniec roku, czas wytchnienia. Sezon wędkarski zakończony, górski te… Choć nie do końca. Długo zastanawialiśmy się jak spędzić Sylwestra. Jednym z planów był wyjazd w Tatry i powitanie 2016 roku na „piątce”, po dłuższym zastanowieniu ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i wybraliśmy się do znajomych. Jednak najpierw postanowiliśmy zjeść obiad w Schronisku na Rysiance w Beskidzie Żywickim. Samochodem dojechaliśmy do Złatnej, skąd pieszo ruszyliśmy na Rysiankę, zahaczając po drodze o Halę Lipowską. Fajny kilkugodzinny wypad, którym zakończyliśmy rok 2015. Mniej więcej tak wyglądał mój fotograficzno- wędkarsko- górski (już teraz) rok 2015.

 

Jestem ciekawy co przyniesie nowy. No cóż jeden szczyt mam już za sobą, ale to już zupełnie inna historia. Bierzcie plecaki i do zobaczenia nad wodą, na szlaku…

 

Pozdrawiam Kuba

11

Możliwość komentowania jest wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide