Na rumuńskim szlaku- Maramures

Na rumuńskim szlaku- Maramures

Wesoły Cmentarz- Sapanta

Dlaczego Rumunia? Już tłumaczę.

2 lata temu Portal Górski ogłosił konkurs,w którym do wygrania były fundusze na wyprawę górską. Wspólnie z Anią przygotowaliśmy plan wyprawy po Rumunii. W końcu rumuńskie Karpaty to piękno samo w sobie. Niestety konkursu nie wygraliśmy, ale plan był już gotowy. Przez kolejne 24 miesiące leżał na przysłowiowej półce. Do czasu…

W maju wzięliśmy ślub i postanowiliśmy naszą „podróż poślubną” spędzić nieco inaczej. Nie chcieliśmy korzystać z gotowych wczasów, ale samemu je przygotować i podróżować „w ciemno”. W związku z tym odkopaliśmy plan rumuńskiej wyprawy pt. „Na rumuńskim szlaku. Od Gór Fogarskich do Delty Dunaju”. Wymagał on kilku zmian jeszcze na etapie przygotowań, jednak generalna myśl już była. W sumie możecie powiedzieć, jakie to „w ciemno” skoro jest plan? No dobra w (pół)ciemno. Nic nie rezerwowaliśmy, a plan zmieniał się kilkakrotnie włącznie z tym, że na 3 dni przed wyjazdem obróciliśmy wszystko o 180 stopni. Mieliśmy zaczynać od Fogaraszy i skończyć na Rodniańskich, ale z powodu pogody i śniegu zalegającego w wyższych partiach gór sytuacja się zamieniła.

31 maja spokojnie wyjechaliśmy z Tychów około 12:00. Co prawda plan był, aby ruszyć z rana, ale miało być bez spiny. Przez Muszynę, Bardejów i kilka węgierskich punktów (których nazw nie jestem w stanie podać) dojechaliśmy do Satu Mare. Pierwsze miejsce noclegowe. Przed wyjazdem postanowiliśmy, że bierzemy namiot i sprzęt turystyczny, tak aby część noclegów spędzić na polach namiotowych. Dlatego od razu kierowaliśmy się w takie miejsce. Niestety, ale było (jeszcze) zamknięte tzn. pole działa tylko w sezonie letnim. Trudno na szybko znaleźliśmy pensjonat Tineretului. Miejsce w porządku, przede wszystkim czysto i zadbane (cena za 2 osoby 80 lei bez śniadania). Spędziliśmy tutaj noc i rano ruszyliśmy w stronę Maramureszu, a konkretnie Sapanty.

Co to takiego ta Sapanta?

Sapanta to mała miejscowość na północy Rumunii, która stała się sławna za sprawą pana Stana Ioana Patrasa. Ten człowiek rozpoczął tworzenie kolorowych i „wesołych” nagrobków. Kojarzycie? Wesoły Cmentarz, lub jak kto woli „Cimitrul Vesel”. Miejsce, o którym wiele słyszałem i chciałem go zobaczyć. Osoby, które tutaj spoczywają zostały przedstawione w sposób ilustrujący ich pracę, życie lub śmierć. W związku z tym zobaczymy: nauczycieli, górników, osobę przygniecioną drzewem lub pijaka z butelką. Dodatkowo epitafia są skonstruowane na zasadzie opowieści o samym sobie. Dodatkowo charakterystycznym jest kolor nagrobków. Wszystkie maja kolor niebieski i znajdują się na nich białe napisy.

Cmentarz w Sapancie jest bardzo popularnym miejscem na mapie Rumunii, no cóż nie często zdarza się przekraczać bramy nekropolii, który w nazwie ma „wesołość”. Na terenie cmentarza znajduje się również cerkiew, obecnie remontowana, jednak uwagę przykuwa piękna mozaika na dachu świątyni. Nie da się ukryć, że mozaika i niebieski kolor będzie nam długo jeszcze towarzyszył podczas podróży po Rumunii.

Wstęp na cmentarz jest płatny i wynosi 5 lei za osobę, dodatkowo 5 lei za możliwość fotografowania. Tak więc, uważam, że cena jest rozsądna.

Po Sapancie udaliśmy się w kierunku Borsy, miejscowości leżącej u stóp Gór Rodniańskich i ich najwyższego szczytu, mianowicie Pietrosula.

Plan był prosty- zdobyć szczyt.

Zatrzymaliśmy się na kampingu Borsa Turism, znajdującym się na szlaku wiodącym na szczyt. Sam kamping jest bardzo prosty, mianowicie teren na namioty, mała kuchnia i toaleta za ścianą. Całość w ogródku bardzo gościnnych Państwa. Za dwa noclegi dla dwóch osób płaciliśmy 80 lei. Cena średnia, warunku nie złe, ale trochę toaleta sąsiadująca z kuchnią była irytująca. Poza tym spoko. Następnego dnia rano ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Pietrosa Rodniańskiego (rum. Pietrosul Rodnei). Wg przewodnika i informacji od gospodarza do jeziora Iezer mamy 4-5 godzin i następne 1,5 na szczyt. Szlak początkowo wiódł asfaltową drogą, aż do monastyru. Normalnie do tego miejsca można dojechać samochodem, jednak niestety dojazd był utrudniony robotami drogowymi i ogromnym wykopem. Sam szlak nie był bardzo trudny, jednak trochę przeliczyliśmy swoje siły. Dużo czasu zajęło nam przejście kolejnych etapów trasy, a gdy już doszliśmy nad jezioro postanowiliśmy nie wchodzić na szczyt. Po prostu mieliśmy bardzo słaby czas, a dodatkowo szlak wiodący na szczyt był ośnieżony. Zaś my niekoniecznie przygotowani na takie warunki. W związku z tym po przerwie koło Iezer i następnie przy stacji meteo, postanowiliśmy wracać. No cóż nie zawsze się wygrywa, ale cytując klasyka „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”. Spokojnym „fotograficznym” tempem wracaliśmy na kamping, co zajęło nam trochę ponad 2 godziny. Na wysokości monastyru zatrzymaliśmy się odpocząć i tam wracający z gór Rumunii zaproponowali nam podwózkę, jak się okazało była jeszcze jedna droga prowadząca w stronę naszej bazy. Łącznie przeszliśmy tego dnia 15 km i doszliśmy do jeziora Iezer znajdującego się na wysokości 1825 m n.p.m.

 

Wieczorem kolacja i od razu spać. Następnego dnia czeka nas długa droga w stronę Delty Dunaju, z międzylądowaniem w wąwozie Bicaz. Ostatecznie nie dojechaliśmy do Delty i nocowaliśmy po drodze.

Delta Dunaju to wspaniałe miejsce, gdzie solidnie odpoczęliśmy, zaś ja „naładowałem” fotograficzny głód. Jednak o tym w następnej części.

Pozdrawiam

Kuba

...ja

Możliwość komentowania jest wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide