Na Sokolicy

Pieniny, piękne choć niewysokie góry, które dają już pewien przedsmak Tatr. Może dlatego, że te drugie już tak dobrze stąd widać.

fot. 7

W trzeci weekend września udało nam się po części wygospodarować wolną sobotę. Co to znaczy? Szybkie zlecenie w Krakowie i potem już z górki, albo pod jak kto woli. W sobotę rano dojechaliśmy do Szczawnicy gdzie planowaliśmy przeprawić się łodzią na drugą stronę i koło Schroniska Orlica ruszyć na Sokolicę. Jak się okazało na miejscu o tej godzinie nikt, jeszcze nie pracuje. W związku z tym przejechaliśmy do Krościenka skąd ruszyliśmy na trasę. Szlak jest dość prosty i dobrze oznakowany. Trudno się pomylić. Co ciekawe nie ma „bramek” na wejściu do PPN. Jednak żeby nie było za miło, zapłacić trzeba, ale w innym miejscu. Po kilkudziesięciu minutach drogi doszliśmy do przełęczy skąd pozostał nam jakiś kwadrans i już gdy był w ogródku … trzeba było płacić. Okazało się, że punkt poboru opłat znajduje się tuż pod szczytem. Po kolejnych paru minutach byliśmy już na Sokolicy i mogłem sfotografować „najbardziej znaną sosnę w Polsce”. Tak też odruchowo opisałem później zdjęcie. No cóż nie ja jedyny…

Tego dnia mieliśmy mało czasu, a i nieprzespana noc dała nam we znaki. Dlatego po Sokolicy wróciliśmy spokojnie do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Bardzo długą. Każdy możliwy korek i objazd był nasz.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide