Mówię prosto i zwięźle,
a przynajmniej staram się.
Nie lubię używać słów wydumanych, które mają brzmieć mądrzej, niż są w istocie. Po prostu szanuję czas mojego odbiorcy. W związku z tym staram się nie zmuszać go do kilkukrotnego powtarzania treści, które powinny być łatwe do przyswojenia.
Jednocześnie niczym Harvey Dent. Znany z filmów o Batmanie jako „Dwie twarze” posiadam drugie oblicze. Gdy siadam do tekstu, którego forma mi na to pozwala, to rozpoczynam swoistą podróż.
Jedno zdanie napędza kolejne, pojawia się bohater, tło, miejsce i emocje – te są bowiem w opowieści niezwykle ważne. A może powinienem napisać w „story”?
Pierwszymi książkami, które czytałem z własnej woli były powieści kryminalne. Mój dzisiejszy repertuar jest dużo szerszy i sięga od poezji antycznej po fantastykę. Jednak nadal niezmiennie ważne są dla mnie: bohater, emocje i historia.
Czy jestem gawędziarzem? Nie, ponieważ ten najczęściej mówi (lub gada) dla samego opowiadania. Dla mnie słowo to metoda, aby przekonać czytelnika do zatrzymania się, przemyślenia i zastanowienia się nad daną kwestią. Oczywiście jedno z możliwych tłumaczeń angielskiego określenia „storyteller” to właśnie gawędziarz. Ja jednak wolę być określany jako twórca opowieści lub narrator.
Piszę różne historie. Jedne trafiają do dzieci, bo te potrzebują świata opowiedzianego obrazem, emocjami czy wyrazami dźwiękonaśladowczymi – one właśnie działają na ich wyobraźnię. Inaczej stworzone materiały kieruję do dorosłych. Poruszają bowiem odmienne sprawy, czasem błahe, codzienne, a innym razem ważne i warte zastanowienia. Jednak zarówno dojrzały, jak i mały czytelnik jest podatny na podobne metody z portfolio storytellingu.
Stąd też jego siła na przestrzeni ostatnich… kilku tysięcy lat. Tak! Ta technika to nie jest wynalazek ery digital. Jego źródeł możemy doszukiwać się tysiące lat temu, natomiast jako okres ogromnego rozwoju na pewno wskazałbym starożytność i dzieła ówczesnych filozofów poświęcone retoryce, demagogii czy perswazji, ale o tym opowiem innym razem.
Wracając do sedna mojej opowieści. Przychodzi taki moment, że storytelling odkładam na bok i niczym wspomniany Harvey Dent pokazuje odmienną twarz, a imię jej proste słowo (ang. Plain language). Jest to chwila, gdy powolny, majestatyczny statek transatlantycki zamieniam na szybką motorówkę. Zdania są krótkie, bez zbędnych ozdobników czy odniesień. Wówczas treść jest najważniejsza.
Tak wygląda moja praca i styl pisania. Balansowanie pomiędzy historią a prostotą, a całość na granicy emocji z precyzją.
